Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 kwietnia 2016

Pupa Red Cat

Hej Kochani!

Pewnie sobie myślicie, że zaniedbuję bloga. Tak właśnie jest, nie ma co ukrywać. Powód? Praca magisterska... I tutaj mam do Was prośbę. Pewien ośrodek, który miał umożliwić mi przeprowadzenie badań stwierdził, że "nie, bo nie" i zostałam na lodzie. Dlatego, jeżeli macie znajomych/członków rodziny/przyjaciół, którzy mają dziecko niepełnosprawne, proszę napiszcie do mnie na moim fanpejdżu <- klikamy. Badanie jest w 100% anonimowe, wyniki zobaczę tylko ja i ewentualnie moja pani promotor, oczywiście wyniki pomogą mi w zdobyciu tytułu magistra. Obowiązuje mnie tajemnica zawodowa, której bardzo przestrzegam, więc nie ma się o co martwić. Bardzo proszę o pomoc!

Druga sprawa. Zauważyliście mój piękny nowiutki nagłówek? Narysowała go dla mnie moja przyjaciółka Vaniless, która wspiera mnie w moim blogowaniu od samego początku. Dzielnie znosiła moje uwagi i zastrzeżenia co do koloru czcionki. Dziękuję!

Dawno nie było nic o kosmetykach, takich powszechnie dostępnych, nie azjatyckich. Tym razem... kotek z Pupy... wiem, jak to brzmi.


Kotki były od jakiegoś czasu w Rossmann'ie, ale szkoda mi było pieniędzy na coś, co prawdopodobnie tylko ładnie wygląda. W końcu poleciałam jednak na wygląd i zakupiłam kotka, był już przeceniony. Podobno jest jeszcze inna wersja kolorystyczna, ja mam czerwoną.

Kotek był zapakowany w kartonik i dodatkowo zabezpieczony kartonem w środku, w zestawie była też ulotka z opisem produktu i instrukcją obsługi, w kilku językach.

Kocie opakowanie jest bardzo solidne, otwiera je się łatwo, ale nie na tyle łatwo, żeby istniała obawa, że otworzy się samo z siebie. Pod spodem, na wieczku mamy małe lustereczko. Kotek składa się z trzech balsamów do ust, których zadaniem jest sprawienie aby nasze usta były miękkie, nawilżone i w subtelnym kolorze.


Czy rzeczywiście tak jest? Pierwszy kolor (najciemniejszy na górze) rzeczywiście nadaje moim ustom lekko czerwoną barwę, drugi lekko podkreśla naturalny kolor moich ust i nadaje im połysk... trzeci nie podkreśla nic. Za to wszystkie trzy wygładzają usta, sprawiają, że są mięciutkie a nawilżenie utrzymuje się przez bardzo długi czas.


Podsumowując... Poleciałam na wygląd, zachwyciłam się wnętrzem. No może zachwyt to za dużo powiedziane, ale balsamy są naprawdę w porządku. Są idealne do codziennego makijażu, nawilżają, czego chcieć więcej? Mam słabość do uroczych opakowań, więc to pewnie nie ostatnia rzecz, jaką kupiłam ze względu na wygląd.

Kochani, naprawdę walczę z tym, żeby nie olewać bloga, ale magisterka mnie zabija. No i znowu moje zdrowie płata mi psikusa. Po cichutku liczę na Waszą pomoc. Tymczasem, wracam dalej się męczyć...

sobota, 27 lutego 2016

Pędzle z Aliexpress.

Hej, hej!

Jeśli czytasz tę notkę to wiedz, że właśnie świetnie bawię się na Love Anime! 2016. A może ty też tu jesteś? 
Dzisiaj mam dla Was obiecaną recenzję pędzli z Aliexpress, a już w środę relacja z Lova. Dlaczego w środę? Jak już pisałam na fanpejdżu, postanowiłam wrócić do pisania notek dwa razy w tygodniu. Tak, poznałam dobro, jakim jest planowanie postów.

Cóż... posta o pędzlach planowałam od jakiegoś czasu, właściwie to odkąd je otrzymałam. No ale... na me plany nałożył się wyjazd do Wrocławia, więc w domu zrobiłam zdjęcia, zgarnęłam aparat i pojechałam. Dzisiaj zrzuciłam zdjęcia na komputer i... szok. Wszystkie rozmazane! Chyba pora zainwestować w nowy aparat... Mam nadzieję, że te rozmazane zdjęcia i moje słowa pozwolą oddać epickość tych pędzli. Enjoy!


Jak się domyślacie, pędzle zamówiłam z Aliexpress wpisując w wyszukiwarkę hello kitty brushes. Tak, bardzo chciałam mieć urocze pędzle do makijażu. Zapłaciłam za nie około 20zł z darmową przesyłką i przyszły do mnie po około 3 tygodniach. Plusem jest to, że można je też zamówić bez pudełeczka po niższej cenie. Jeśli się zużyją to nie musimy po raz kolejny płacić za pudełko.


W zestawie otrzymujemy 7 pędzli, a właściwie pędzelków. Myślałam, że będą wielkości normalnego pędzla, ale to moja wina. Po prostu nie doczytałam, jakie są wymiary. Początkowo byłam zaskoczona, ale jak to przemyśleć... Długość nie ma znaczenia (xd), a przynajmniej mieszczą się w każdej kosmetyczce.


Na każdym pędzlu mamy napisane z jednej strony do czego służy, a z drugiej Hello Kitty, w dodatku są w prześlicznym różowym kolorze. Dla tych, którzy preferują kontrolowany mrok, jest też wersja czarno-czerwona, oczywiście z Hello Kitty. 
Jakiej są jakości? Jestem naprawdę zaskoczona, myślałam, że otrzymam coś co tylko ładnie wygląda i będzie miało sztuczne, twarde włosie. Pędzle są naprawdę mięciutkie, włosie nie wypada, bardzo fajnie rozprowadza się nimi kosmetyki i nie podrażniają twarzy. Tak, miałam takie pędzle, które sprawiały mi ból podczas nakładania kosmetyków. Twarde, sztuczne, sztywne włosie. Nie polecam!


Podsumowując, nie mam im nic do zarzucenia. Mięciutkie, ładnie nakładają kosmetyki, nie drażnią skóry, praktyczna wielkość i ładny wygląd. Z czystym sumieniem mogę polecić je wszystkim, którzy lubią Hello Kitty i słodkie klimaty.

Do zobaczenia w środę!

sobota, 10 października 2015

Zakupy w ezebra.pl

Heeeeeeeeeeeej! (´,,•ω•,,)♡

Dzisiaj sobota, dla jednych dzień odpoczynku, dla mnie dzień jesiennych porządków. Jestem straszną bałaganiarą, a muszę utrzymywać w czystości cały dom. Duży, stary dom... brrrrr. Nie polecam. Jestem wyczerpana, a jeszcze nie skończyłam. Ale jestem pefekcyjną panią domu, a perfekcyjna pani domu powinna mieć perfekcyjne kosmetyki... przy okazji być też oszczędna. Tak też zawędrowałam do drogerii internetowej ezebrą zwanej. I szok! Jak dużo! Jak tanio! Jak fajnie! (╯✧∇✧)╯ Nic tylko szastać hajsem!

Musiałam uzupełnić swoje kosmetyczne braki z bólem dla mojego portfela, ale mus to mus. Podkład mi się skończył, co groziło niewychodzeniem z domu (nie będę pryszczami świecić), a przecież rok akademicki mi się zaczął! Złożyłam swoje zamówienie, zaopatrując się najpotrzebniejsze rzeczy. Przyznam szczerze, że miałam pewne obawy. Coś za tanio... mój podkład za około 30zł? A co jeżeli to podróbki? Bałam się tego, co dostanę, ale zaryzykowałam. Bałam się też sposobu, w jaki zostanie zapakowane moje zamówienie. Podkład i lakier są w szklanych buteleczkach, więc nieodpowiednie zabezpieczenie ich mogłoby skończyć się tragedią. Wiadomo, jak nasza kochana poczta i kurierzy traktują paczki.
Nic złego się nie stało, a szklane buteleczki były dodatkowo opakowane folią bąbelkową. Wielki plus! Buteleczki bezpieczne, a ja mam się czym bawić. Jedyne do czego mogę się przyczepić to fakt, że jeden z produktów był o innym "smaku" niż zamawiałam, na szczęście cena się nie różniła.
Oto, co zamówiłam!

1. Sally Hansen Complete Salon Manicure - Cute-true (831).


Nigdy nie lubiłam malować paznokci. Powód? Słaby skill, a po za tym każdy lakier schodził, ścierał się, odpryskiwał itp., po jednym dniu. Jestem straszną paznokciową pedantką i nie mogłam patrzeć na te niedoskonałości. Dodajmy do tego fakt, że moje zdolności malowania paznokci są na poziomie trzylatka. No ale pojawiła się Sally Hansen ze swoimi magicznymi lakierami! Szkoda mi było na nie kasy, bo w drogeriach są dość drogie, a bałam się rozczarowań. W drogerii internetowej kosztują około 10 zł, dlatego postanowiłam zaryzykować. Wybrałam cukierkowy róż, bo kolor wydawał się naprawdę prześliczny.
Zabrałam się za malowanie i... tutaj wyszły moje braki w umiejętnościach. Nawaliłam trzy warstwy, bo nie umiałam tego zrobić porządnie, cała ja. Ale lakier trzyma się naprawdę bez zarzutów! Noszę go już od wtorku i gdyby nie to, że dzisiaj szorowałam naczynia drucianą szczotką, byłby dalej w idealnym stanie. Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona i chyba polubię malowanie paznokci, mimo że wyjeżdżam! 

Kocham sposób, w jaki mój aparat łapie ostrość ._.
2. Pomadka Eveline Aqua Platinum (482).


Pomadka, o którą pytałam w notce o peruce, polecona przez Yoonę. Bardzo Ci dziękuję! Jest tym, czego potrzebowałam. Kolor taki, jaki chciałam, fajnie kryje i długo się trzyma. Przy okazji ładnie pachnie i smakuje (nie, nie jem jej!). Nie mam talentu do malowania ust, ale tą pomadkę bardzo fajnie się nakłada, jeszcze mi się nie zdarzyło wyjechać. Wszystko przede mną!

3. Podkład Max Factor Face Finity 3w1, Warm almond 45.


Podkładem tym zachwycałam się nie raz i nie dwa. Zachwycę się więc po raz kolejny. Ma wszystko czego potrzeba, korektor, bazę no i podkład. Matuje, ale nie wysusza, długo się trzyma i przyjemnie się nakłada. W stacjonarnych drogeriach, jest dosyć drogi, dlatego tak się ucieszyłam, że mogę zaoszczędzić około 40 złotych!

4. Maybelline Baby Lips - balsam do ust.


Nie cierpię mieć suchych ust, a oblizywanie ich, zwłaszcza jesienią, czy zimą to zbrodnia. Bolesna zbrodnia. Dlatego zawsze staram się mieć przy sobie jakiś balsam. Ten jest świetny, chociaż wybrałam inną wersję, myślę że pomyłka wyszła na moją korzyść. Ma fajny, jasny kolor, dzięki czemu można jej używać bez lusterka. Wygładza usta, nawilża je, a przy okazji można poczuć delikatne, przyjemne mentolowe chłodzenie.

Notka króciutka, ale za to zakupy udane. Muszę wracać do porządków, bo utonę w swym lenistwie i bałaganie. Zaczął się też rok akademicki, więc doszło mi trochę obowiązków. Ale dam radę! 
Uważajcie na siebie, bo zaczęła się epidemia przeziębień. U nas w przedszkolu zostały po dwa/trzy dzieciaki na salę. Wszyscy chorzy... a mnie znowu coś łapie.

Trzymajcie się cieplutko! / (•ㅅ•)\

sobota, 30 maja 2015

Zadbajmy o włosy.

Cześć!

Miałam zamiar dodać notkę wcześniej, czyli wczoraj, ale mały łobuz zdominował mój dzień! Mam na myśli moją dwuletnią bratanicę, którą wczoraj się opiekowałam i która, strasznie mnie wymęczyła. Padłam.
Moja sesja egzaminacyjna skończyła się równie szybko, jak się zaczęła... jeden egzamin, zdany i spokój! 
Planuję "otworzyć" swój sklep na Vinted, ale idzie mi to baaaaardzo opornie. Mam mnóstwo ubrań w stanie idealnym, w których nie chodzę. Nie mam tendencji do niszczenia ubrań, a komuś mogą się przydać.
Po za tym, próbuję swoich sił w Natural Kei i wymiana garderoby jest wręcz pożądana.
Ale przejdźmy do konkretów...

Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam dwa specyfiki do włosów, do których jestem baaaardzo sceptycznie nastawiona. Oba są firmy Eveline Cosmetics. Zaczynamy!

1.  Argan Keratin Liquid Silk, arganowy olejek 8 w 1, Elixir of Gold.


Co producent mówi na jego temat?
Wygładzający olejek do włosów ART STYLIST PROFESSIONAL 8w1 to idealne wykończenie każdej fryzury. Kilka delikatnych muśnięć dodaje włosom niezwykłego blasku i jedwabistej gładkości. Olejek doskonale uwydatnia skręt loków, podkreśla pasma i wygładza suche końcówki. Innowacyjna formuła bogata w zaawansowane składniki aktywne, działające w synergii z olejkiem arganowym, keratyną i płynnym jedwabiem, zapewnia włosom kompleksową pielęgnacje od nasady aż po same końce. Zaawansowana technologia sprawia, że substancje odżywcze zawarte w olejku wnikają w głąb włosa, nie obciążając go. Włosy są odżywione, sprężyste, elastyczne i pełne spektakularnego blasku.

KOMPLEKSOWE DZIAŁANIE 8w1: 1. Regeneracja struktury włosa. 2. Dogłębne odżywienie. 3. Nawilżenie i wygładzenie. 4. Łatwa stylizacja. 5. Połysk od nasady aż po same końce. 6. Zwiększona elastyczność. 7. Wydłużona trwałość fryzury. 8. Ochrona koloru i pasemek.
Przytoczę też sposób użycia, istotny dla dalszego losu tej recenzji.
 Sposób użycia: odrobinę wygładzającego olejku nanieś na dłonie, a następnie równomiernie rozprowadź na wilgotnych lub suchych włosach. W zależności od kondycji włosów i pożądanego efektu nanieś olejek na pojedyncze pasma, na końcówki lub na całe włosy.
Okej, co jest nie tak? 
Pierwsze użycie: nałożyłam te "kilka delikatnych muśnięć" według instrukcji na suche włosy, chcąc je wygładzić. Efekt? No na pewno nie "niezwykły blask i jedwabista gładkość", a raczej "kostka masła i odrobina smalcu na włosach". I weź tu wyjdź z domu... No ale, pomyślałam, że być może zaaplikowałam za dużo. 
Podejście drugie: Mniejsza ilość na suche włosy. Efekt? Masło i smalec. Poddaję się, spróbuję na mokrych.
Próba na mokrych włosach: Nie nałożyłam przesadnej ilości, nie nakładałam od czubka głowy (nigdy tego nie robię, bo to obciąża włosy)... czekam, aż wyschną mi włosy. Efekt? Zgadnijcie... Masełko.
Ten magiczny specyfik nie nadaje się do użytku codziennego, tak tłustych włosów nigdy nie miałam. Tłuste, obciążone i trudne do ułożenia. Mam go od grudnia, zdjęcie robione dzisiaj. Nie lubię go używać i tego nie robię. Ostatnio wpadłam na pomysł, aby nakładać go na kilka godzin przed umyciem włosów, jako "maskę". I chyba jedynie w tej roli się sprawdza, chociaż spłukanie go to też duże wyzwanie. Na pewno ponownie go nie kupię. 
Plusem jest jego łatwa aplikacja na dłonie, ale co z tego, skoro każda ilość tego specyfiku przetłuszcza mi włosy. Na pewno nie nadaje się do tego, co pisze na opakowaniu. Chyba, że ktoś lubi udawać brudasa z tłustymi włosami.

2. Argan Keratin Liquid Silk, arganowa maska 8 w 1.


Tutaj jest trochę lepiej, ale szału nie ma. Zacznijmy od tego, co mówi producent na temat tej maski.
 Trójaktywna maska do włosów ART STYLIST PROFESSIONAL 8w1 jest idealna do intensywnej pielęgnacji włosów przesuszonych i osłabionych częstymi zabiegami, takimi jak farbowanie i prostowanie. Błyskawicznie odbudowuje zniszczone włosy, uzupełnia niedobory keratyny, wygładza i nawilża. Technologia VOLUMATIX 40 sprawia, że włosy zyskują niesamowitą sprężystość i objętość. Maseczka podnosi włosy u nasady, nadając fryzurze większą objętość jednocześnie wygładzając końcówki.

KOMPLEKSOWE DZIAŁANIE 8w1: 1. Intensywna regeneracja struktury włosa 2. Dogłębne odżywienie i elastyczność 3. Nawilżenie i wygładzenie 4. Łatwa stylizacja 5. Połysk od nasady aż po same końce 6. Maksymalna objętość 7. Wydłużona trwałość fryzury 8. Ochrona koloru i pasemek.
Sposób użycia wygląda tak:
Sposób użycia: niewielką ilość maski ART STYLIST PROFESSIONAL 8w1 nanieś na mokre włosy, delikatnie i dokładnie wmasuj we włosy. Pozwól jej działać przez minimum 5 minut. Spłucz maskę letnią wodą. Stosuj 1-2 razy w tygodniu.

Maska rzeczywiście wygładza i nawilża włosy. Po za tym nie zauważyłam żadnych innych efektów. Zawsze trzymam maski na włosach dość długo... widocznie nie wystarczająco długo, aby doświadczyć jej cudownego działania w 100%. Aczkolwiek jej używanie jest przyjemne, zapach miły dla nosa, tylko ciężko ją wypłukać i znowu... jeden błąd i na włosach po wyschnięciu jawi się maselniczka. Oba kosmetyki są dość... tłuste, co może być kłopotliwe. 

 Nie są to kosmetyki, które zakupię ponownie. Nie mogę ich Wam ani polecić ani odradzić. Wiadomo, każdy ma inne włosy, inne sposoby na ich pielęgnowanie i być może to ja popełniam jakiś błąd (tylko jaki?). Najlepiej przekonać się na własnej skórze, być może czyjeś włosy pokochają te eliksiry :3. Moje mówią: mamo dosyć!

Skoro już o włosach mówimy, chciałam Was zaprosić do odwiedzenia bloga mojej koleżanki, która wyhodowała sobie całkiem ładne włosy i radzi innym, jak dbać o swoje. Klikamy:
owlos.blogspot.com


Na koniec bardzo chciałam Wam podziękować za odwiedzanie mojego bloga! Mam już 11 obserwatorów, to taki mój mały sukces, który motywuje mnie do dalszego działania! Mam też kilku stałych czytelników!
Dziękuję! 
Zauważyłam niestety, że odkąd nie zostawiam adresu mojego bloga na końcu komentarzy, odwiedza mnie mniej osób. A szkoda, bo przecież nie piszę dla siebie, tylko dla Was. Z drugiej strony nie chcę wyjść na żebraka. Nie cierpię komentarzy w stylu "obs za obs" itp., bo mam pewność, że moja notka nie została przeczytana, a to brak szacunku dla mojej pracy. Zawsze czytam notki, które komentuje i wypowiadam się na temat, a adres mojego bloga traktuję jako "podpis". Jeśli ktoś ma ochotę - zajrzy, a ja będę bardzo ucieszona! ^^"

Czas kończyć! Czekam na Wasze komentarze i jeszcze raz baaaardzo Wam dziękuję!
Miłego dnia Kochani!

środa, 20 maja 2015

Iryskowe miłości - czyli artykuły kosmetyczne, które mnie urzekły.

Cześć koteczki! =^_^=

Lato się zbliża, więc odkryłam w sobie duszę ogrodnika! Sama nie wierzę w to co się dzieje, ale od wczoraj plewie, sadzę i podlewam. Czy to naprawdę ja?
Planuje zorganizować mojej bratanicy piaskownicę, mam nadzieję, że niedługo dołączy do niej druga (która ma dopiero miesiąc), stąd to całe zamieszanie. Pierwszy raz w życiu sadziłam kwiatki! Mam nadzieję, że moje piękne, zielone donice nie spadną nikomu na głowę T^T.

Odkąd zaczęłam prowadzić tego bloga, bardziej zainteresowałam się kosmetykami i dbaniem o siebie. Wcześniej nie interesowały mnie blogi poświęcone kosmetykom, urodzie, czy włosom (tzw. włosomaniaczki). Dbałam o siebie po swojemu, pozostając przy tych samych kosmetykach. No ale to się zmieniło, obserwuję kilka bardzo ciekawych blogów kosmetycznych i sama zaczynam się tym interesować.
Dzisiaj pokażę Wam, co mnie ostatnio urzekło w świecie kosmetyków i akcesoriów.

1. Coś dla ust.
 
Lovely, Color Gel Tint.
Jest absolutnie genialny!  Pięknie i dokładnie pokrywa całe usta, długo się trzyma i ciężko go zetrzeć (czasami jest to wadą). Po nałożeniu lekko szczypią mnie usta, ale po chwili uczucie przechodzi, nic nie boli, a kolor jest trwały. To doskonała opcja, np. na uczelnię, gdy nie chcę co chwile poprawiać makijażu. Do tego pięknie pachnie i dobrze smakuje! Wiem, że tego się nie je, ale jednak tego typu produkty mają styczność z naszymi ustami, a ja nie lubię czuć przez cały dzień w ustach jakiegoś obrzydliwego posmaku.

Wibo, Spicy Lip Gloss.
Błyszczyk z ekstraktem z chili, którego zadaniem jest powiększenie ust. Po nałożeniu usta rzeczywiście szczypią (w końcu to chili) i są większe, ale efekt jest krótkotrwały. Bardzo błyszczący, bardzo klejący, ale ma w sobie coś, co sprawia, że używam go dość często.

Yves Rocher, Balsam waniliowy do ust.
 Bardzo intensywnie odżywia usta, sprawia, że są gładkie i pięknie pachną. Naprawdę, zapach jest cudowny i delikatny, chociaż troszeczkę mdły. Zawsze mam go przy sobie, gdyż nie lubię mieć suchych ust.

Maybelline, Baby Lips, kolor Pink Punch.
Dostałam go w prezencie i od razu mnie urzekł. Usta po nim są gładkie, mają uroczy różowy kolor a temu wszystkiemu towarzyszy piękny zapach. Dodatkowo, bardzo podoba mi się opakowanie.

2. Podkład MaxFactor,  Face Finity All Day Flawless 3 w 1.

Do tej pory byłam przeciwniczką podkładów. No ale... moja cera jest w fatalnym stanie (walczę z tym T^T), a wyglądać, jak człowiek trzeba. Zdecydowałam się na ten podkład, ponieważ skusiło mnie "3 w 1".  I wiem, że to była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć. Każda z tych opcji sprawdza się wzorowo. Rzeczywiście jest trwały, jak baza pod makijaż, kryje jak korektor, a dodatkowo wygładza i ujednolica koloryt, jak na podkład przystało. Moja cera jest teraz taka jasna i śliczna! Jestem nim zachwycona!

3. Gąbka, która robi wszystko za mnie!
W notce o mojej liście życzeń, wspominałam, że moim marzeniem jest Beauty Blender. Na razie zadowalam się jego tańszym (ale czy na pewno gorszym?) odpowiednikiem. Używam i zastanawiam się, jak ja mogłam nakładać podkład palcami?! Pomijając fakt, że podkład jest równomiernie rozłożony, wygląda ładnie i lekko, samo używanie tej gąbeczki jest bardzo przyjemne. Jest mięciutka i miła w dotyku. Nakładanie podkładu jeszcze nigdy nie było tak fajne!
Oszczędzę Wam zdjęć mojej gąbeczki, bo oczywiście zapomniałam ją sfotografować zaraz po wyjęciu z opakowania, no a teraz jest używana i już nie taka ładna.

4. Maseczki, maseczki i... peeling.
Coraz częściej nakładam sobie różnego rodzaju maseczki. Moje ulubione to te z Ziaji i Perfecty. Nie sfotografowałam wszystkich maseczek, które użyłam bo... je zużyłam xd. Mam cerę skłonną do przetłuszczania i z trądzikiem, co jest dla mnie okropnym problemem. W każdym razie używam tej od Ziaji z zieloną glinką, która pomaga mi z moją tłustą cerą, trądzikiem i małymi rankami.
Dodatkowo widoczna na zdjęciu maseczka jabłkowa z Perfecty, która ma piękny, orzeźwiający zapach i zbawienne działanie na moje problemy z cerą!
Załapał się też tutaj peeling, o pięknym cytrusowym zapachu, który w bardzo przyjemny sposób pomaga oczyścić  i orzeźwić twarz, idealny na lato!

5. Manhattan, Tusz japoński - brąz.

Do tej pory używałam tylko i wyłącznie czarnych eyelinerów, aż któregoś dnia wyczytałam, że te brązowe mogą dawać bardziej naturalny efekt. Byłam sceptycznie nastawiona, bałam się, że brązowa kreska będzie dziwnie wyglądać. Niepotrzebnie, makijaż rzeczywiście wygląda delikatniej i naturalniej. Od tej pory przerzucam się na brąz!
Pisak jest bardzo precyzyjny, można nim namalować naprawdę bardzo dokładną i równą kreskę. Do tego jest bardzo trwały, trzyma się cały dzień i nie rozmazuje się!

6. Tangle Teezer.
Do tej szczotki byłam nastawiona baaaardzo sceptycznie, uważałam ją za niepotrzebny gadżet. Do czas aż koleżanka pozwoliła mi uczesać się swoim Tangle Teezer'em. Od tej pory wiedziałam, że zwykła szczotka już mi nie wystarczy. Dlaczego? Tangle Teezer wygładza włosy, sprawia że się nie elektryzują, nie szarpie ich, a do tego można je czesać zarówno na sucho, jak i na mokro. Samo czesanie jest bardzo przyjemne, ponieważ szczotka masuje skórę głowy. Absolutny strzał w dziesiątkę, nigdy więcej wyrwanych włosów! 
Szczotka niby jest idealnie dopasowana do dłoni, ale brakuje mi w niej rączki, przydałaby się na przykład podczas spinania włosów, wtedy łatwiej byłoby ją złapać.
To już wszystkie miłości na dzień dzisiejszy. Wszystkie produkty mogę wam z czystym sumieniem polecić! 
A Wy macie swoich ulubieńców?

Po lewej stronie pojawiła się pewna tajemicza ikonka. Cóż to takiego? Otóż, pomagam mojemu przyjacielowi prowadzić bloga o grach komputerowych. Czasami fajnie spojrzeć na gry komputerowe z kobiecej perspekywy, dlatego wszystkich Was bardzo serdecznie zapraszam do odwiedzin!
h
Zmieniłam też wygląd bloga (tak, wiem ... znowu!). W poprzednim wyglądzie było za dużo różu, a za mało sailorkowego charakteru. Teraz mam wszystko, trochę lolit, trochę różu i dużo Sailorek! Podoba Wam się? :3
Czas się żegnać z Wami T^T. Widzimy się w następnej notce!