Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ubrania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ubrania. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 czerwca 2016

Bodyline - l145

Heloł!

Coraz bliżej końca mojej przygody z pracą magisterską, w końcu gotowa w 100%. Jutro jadę drukować i załatwiać wszystkie papierki, zdjęcia i takie tam. Zbliżają się wakacje, konwenty i błogie lenistwo... a potem praca i brzydkie dorosłe życie. Nie chcę!

Dzisiaj mam dla Was kolejnego bodylajna. Jak już kiedyś wspominałam, Bodyline lubi zaskakiwać, często negatywnie, dlatego warto recenzować. 

Model l145 trafił do mnie przypadkiem. Kupowałam buty (czekają na recenzję) a spódnica była przeceniona, kosztowała mnie około 50 zł. Był to czas kiedy szukałam w miarę ładnego kieca, w którym mogłabym chodzić latem, spocić się w niego (XD), usiąść na trawce i tak dalej... 50 zł to rozsądna cena, prawda? Nie był to kiec, który sprawił, że czekałam z utęsknieniem na listonosza. Zawsze szłam w gothic, classic, czasem w "lekko osłodzony" classic. Nigdy sweet. Zawsze mówiłam sobie, że nigdy nie będę sweetem i koniec, nie kręcił mnie ten podstyl. Do czasu... przyszedł kiec, założyłam go i... poczułam się tak, jak na poniższym GIFie. To był odlot, przed oczami tęcza, w głowie fajerwerki, czułam jak zalewa mnie słodkość. Moje ciało krzyczało: CHCĘ BYĆ SWEET LOLITĄ. Totalna faza!


Naprawdę dobrze poczułam się w tym kiecu i przekonałam do sweeta. Zdecydowanie nie jest to mój ostatni słodki zakup. Przejdźmy teraz do konkretów.

Źródło: bodyline
Tak spódnica prezentuje się na zdjęciach sklepowych. Zdecydowałam się na kolor czarny, ponieważ taki właśnie dominuje w mojej loliciej garderobie, chociaż zastanawiałam się też nad niebieskim. No ale, jest czarny, zdecydowanie łatwiej mi go zestawiać.


Spódnica przyszła do mnie zapakowana w bodylajnowe opakowanie, w przeciwieństwie do tej marynarskiej sukienki. Bardzo lubię, jak sklep dba o takie szczegóły, a po za tym łatwiej jest mi ją przechowywać.


Spódnica ma odpinaną kokardkę z przodu i odpinane wstęgi do tylnej kokardy. Kokardka z przodu mocowana jest za pomocą agrafki, a wstęgi za pomocą guziczków. Zarówno guziki, jak i agrafka są bardzo mocno i solidnie przyszyte. Wadą kokardki jest to, że się przekrzywia na jedną stronę podczas noszenia, myślę, że agrafka powinna być większa. Jeśli chodzi o wstęgi, są za krótkie, albo po prostu jestem za gruba. Nie da się z nich zrobić ładnej kokardy. Rzuca Wam się coś jeszcze  w oczy? Biała i czarna koronka. Dół spódnicy wykończony jest czarną koronką, natomiast dodatki białą. Strasznie mnie to drażni, dlatego ich nie noszę. Poniżej kilka zdjęć ukazujących szczegóły.


Niby wstęgi i kokarda wykończone są ładnie, ale ta biała koronka psuje bardzo efekt. Chociaż te małe kokardki są urocze i naprawdę mi się podobają. W pozostałych kolorach koronka jest wszędzie biała i wygląda to lepiej. Szkoda, że tutaj się nie postarali. Jak wiecie, koronka kiepskiej jakości jest wrogiem numer 1 każdej szanującej się lolity. Jak jest tutaj z jakością? Ani źle, ani dobrze... znośnie. Widać trochę wystających nitek, czasem jest nierówno, ale da się znieść.

Jak już przy szczegółach jesteśmy... Spódnica zapinana jest na zamek i haftkę, która zabezpiecza nas przed niekontrolowanym rozpięciem się kieca. Mamy też shirring, który ładnie dopasowuje się do talii... mamy też kilka wystających nitek, ale da się znieść.



Spódnica nie ma podszewki, a szkoda. Jest wykonana z dość cienkiego, jak na lolicie rzeczy, materiału i miałam obawy, że nierówności halki będą bardzo widoczne. Jeśli już przy halkach jesteśmy, warto wspomnieć, że niestety, ale spódnica nie mieści dwóch halek. Na szczęście zmieściła halczana od Lady Sloth. Przy dwóch halkach wygląda, jakby została siłą naciągnięta na te halki, co mi się bardzo nie podoba. Na poniższym zdjęciu widać, jak cienki jest materiał, print bardzo dobrze widać z drugiej strony.


Przejdźmy do tego, co najważniejsze w tej spódnicy - print. Print przedstawia konie z weneckiej karuzeli. Szczerze? Zdjęcia sklepowe sprawiały wrażenie, że print jest dosyć bogaty i szczegółowy, na żywo troszkę mnie rozczarował. Są gwiazdki, są konie, jest słodko i różowo, ale... w tle za koniami nie ma praktycznie nic. Chyba oczekiwałam czegoś w stylu Angelic Pretty, głupia ja. Może wersje w innych kolorach wyglądają lepiej. Oprócz koni, print jest w czarne i szare pasy, na których mamy jeszcze więcej gwiazdek i złote koraliki (?), a także białe kropki na dole. Całość sprawia bardzo przyjemne wrażenie, chociaż brakuje tego "czegoś". Dużym plusem jest to, że print prawie styka się na szyciu. Zabrakło tego w mojej o wiele droższej kopciuszkowej Infancie. 




Bardzo mi się podoba sposób, w jaki wykończony został dół spódnicy. Całkiem ładna czarna koronka i różowa wstążeczka. Niestety, tutaj też widać sporo wystających nitek. Całość, jest prosta, szwy nie są krzywe i wszystko ładnie się prezentuje. I właśnie dlatego ubolewam, że reszta koronek jest biała.


Podsumowując, nie wiem czy kupiłabym jeszcze raz spódnicę w tym kolorze. Tak bardzo drażni mnie ta koronkowa niespójność i lekka ubogość printu. Jednakże, spódnica jest warta swojej ceny, przyjemnie się ją nosi i mimo wszystko naprawdę ją lubię.

Miałam okazję ją założyć na wczorajszy meet w Miss Cupcake w Katowicach. Spędziłam przyjemne chwile z baaardzo miłym towarzystwem i jadłam pyszną tartę. Co do coordu, ciągle czegoś mi w nim brakuje... nie lubię peruk, więc od razu odpada. Może jakaś kokarda we włosach... Nie mam pojęcia. Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć, jak spódnica prezentuje się z halką (niestety, tylko jedną).

Zdjęcie wykonała Eriko
To już wszystko na dzisiaj. Wracam domykać sprawy związane z magisterką... A w przygotowywaniu recenzji przeszkadzał pomagał mi mój dzielny kot.

środa, 4 maja 2016

Bodyline costume839.

Heloł, its mi.

Postanowiłam umilić Wam koniec majówki jakąś notką w loliciej tematyce. Z góry przepraszam za słabe zdjęcia, ale dalej sprzęt niedomaga do tego kiepskie światło.
Zawsze miałam słabość do marynarskich motywów, zwłaszcza w lolita fashion. Kontrastowe połączenia granatu, bieli i czerwieni są prześliczne. Do tego moja miłość do morza. 

Sukienka jest z Bodyline, dlatego najpierw kilka słów o samym bodylajnie się należy. Cóż, Bodyline często zaliczane jest do kategorii "brando", moim zdaniem niesłusznie. Brando to coś więcej niż pochodzenie z Japonii, a tej marce dużo brakuje. O samym bodylajnie krążą po internetach różne opinie, że printy odwrócone, że rozmiarówka nieadekwatna, że jakość słaba, że pan Yan jest creepy. Kupowanie na Bodyline może być loterią.

Moim zdaniem Bodyline jest dobre dla początkujących lolit, dla tych które nie chcą zbyt wiele wydawać, dla tych które poszukują dobrych butów w dobrej cenie i dla tych, które szukają czegoś, w co można się spocić latem, czyli czegoś, czego nie szkoda zniszczyć. Hm... ja wszystkie ubrania bardzo szanuję. Lubię bodylajna, ale nie jest to miłość. Myślę, że gdyby pan Yan postarał się o ładniejszy wygląd sklepu zarówno internetowego, jak i stacjonarnych (słyszałam, że wyglądają, jak sex shopy), odrobinę lepszą jakość rzeczy oraz wyrzuciłby ze sklepów wszystko, co do lolity i cosplayu nie pasuje, to byłoby to całkiem przyjemne miejsce. Ale to moje subiektywne zdanie. Przejdźmy do recenzji...


Krążą legendy, że sukienka ta pierwotnie znajdowała się w dziale "cosplay", dopiero potem trafiła do loliciego działu "dress". W związku z tym bałam się, że nie będzie odpowiedniej długości. Moim zdaniem nie jest to jednak OP, ale JSK, ze względu na mocno odsłonięte ramiona. Podobno jest to marna podróbka jednej z sukienek od Innocent World, ale nie zagłębiałam się w ten temat.

Zamówiłam sukienkę w kolorze nav, czyli granat <?>, chociaż początkowo czaiłam się na win. Sukienka przyszła do mnie w około 2 tygodnie po zamówieniu. Nie była zapakowana, jak inne lolicie rzeczy, w bodylajnowe opakowanie, ale w zwykłą folię, szału nie było. Sukienka nie posiadała też bodylajnowej metki, którą mają inne lolicie rzeczy. Jak widać na zdjęciu, kolor sukienki nie różni się od tego, na zdjęciach sklepowych, a to też się bodylajnowi zdarza. Miłym zaskoczeniem był materiał, bardzo dobrej jakości, grubszy niż inne bodylajnowe kiecki mają i miły w dotyku.


 Po przymierzeniu sukienki dotarło do mnie, że jest pewien problem... Jak już pisałam, sukienka ma odsłonięte ramiona, co w lolicie jest niedopuszczalne, niezbędna jest koszula pod spodem, ale jaka? Cóż, kiec posiada swój własny kołnierz, więc głupio zakładać pod spód koszulkę z własnym kołnierzykiem.



Myślałam, że sprawę z koszulą uratuje odpinana część kołnierzyka, którą widać na zdjęciu powyżej. Niestety, odpina się tylko z jednej strony i służy ułatwieniu jej zakładania/ściągania, nie da się tego wyjąć całkowicie. Kokardka na kołnierzyku również jest odpinana.


Sukienka ozdobiona jest 8 guzikami, które nadają jej militarno-marynarskiego charakteru. Wszystkie są solidnie i równo przyszyte, pasującą nicią i nie odpadają... jeszcze. Kołnierzyk też jest bardzo ładnie uszyty, granatowe wstążki na nim są równe, nie ma żadnych nitek, a sam materiał jest bardzo dobrej jakości i bardzo miły w dotyku. Warto też dodać, że jest naprawdę śnieżnobiały. Zastanawiałam się, czy granatowe wstążki na kołnierzyku nie będą farbować. Bardzo szybko przyszło mi to sprawdzić, bo pobrudziłam go podkładem. Nic nie zafarbowało, a bardzo się tego obawiałam.


Dół sukienki również wykończony jest wstążkami, tym razem białymi. Są równo i ładnie przyszyte, ale w jednym miejscu na białej wstążce jest mocno przyszyta granatowa nitka, której nie potrafię usunąć. Bardzo mnie to drażni.


Wiecie co jest wybawieniem dla lolit z dużym biustem? Shirring! Sukienka owy shirring posiada, bardzo mocny i ciężko go było naciągnąć, bałam się, że się nie dopnę. Ale to dobrze, oznacza to, że sukienka dłużej mi posłuży i będzie ładnie dopasowana do sylwetki. Dodatkowo na shirringu znajduje się gorsetowe wiązanie. Dosyć klasyczne rozwiązanie w lolita fashion.


Sukienka jest zapinana z boku na zamek. Ten chodzi gładko, jest mocny, nie zacina się i wytrzymał siłowanie z moim biustem. Chodziłam w tej sukience cały dzień i nie rozsunął się ani razu, chociaż nie posiada żadnego dodatkowego guziczka, który miałby temu zapobiegać.

Sukienka jest bardzo ładnie wykonana i naprawdę dobra jakościowo, właściwie to jakość materiału jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Minusem są te nitki, ale rozumiem, że to prawdopodobnie wypadek przy szyciu i jakoś go przeżyję. Sukienka nie była też droga, jak na lolicie ceny. Naprawdę polecam!

Bonus, macie okazję zobaczyć, jak sukienka układa się z puffem. Niedawno byłam na lolicim meecie w Krakowie, byłyśmy na wystawie, a potem w milutkiej kawiarnii. Nie lubię peruk, ani przesadnej ilości dodatków (zwłaszcza na głowie), dlatego postawiłam na prostotę. Dwa warkoczyki, do tego 3 małe kokardki w marynarskim stylu, a na rękach bransoletka z marynarskim motywem i jedna z perełkami. Buty zabiły moje stopy.


Do następnej notki!

piątek, 15 stycznia 2016

Infanta Cinderella Skirt + Bonnet (headbelt)

Cześć!

Jak Wam życie mija? U mnie rozpoczęły się przygotowania do tegorocznego Pyrkonu, na którym wystąpię w trzech cosplayach. Szczegóły na pewno pojawią się na moim fanpejdżu... kiedyś. Na pewno. Przy okazji przygotowuję się do sesji egzaminacyjnej zamiatając pustynie i wycierając oceany. Ogólnie sprzątając cały dom i grając w My Little Pony. Jestem taaaka produktywna! 
Dzisiaj przygotowałam dla Was lolicią recenzję z pełną grozy historią (problemy pierwszego świata) w tle. Enjoy!

Zacznijmy może od tej mrożącej krew w żyłach każdej lolity historii. Otóż... Dnia pewnego wpadłam na pomysł powiększenia mojej skromnej loliciej garderoby. Po konsultacji z moim lubym, wpasowaniu się w jego gust zdecydowaliśmy się (razem, romantycznie) na Infanta Tangled OP, czyli po prostu sukienkę. Dodatkowo z tej serii dostępny był też bonnet, czyli moje małe lolicie marzenie. Nie, mój luby nie nosi się w lolicich ciuszkach, podziwia je na mnie. Padło na kolor czerwony, koniecznie czerwony i żaden inny! Pierwszy lolici sklep - brak, drugi - brak, trzeci - brak, czwarty - nie oferuje bonnetu. Poszukiwania trwały kilka godzin, gwałcone były wszystkie lolicie sklepy oferujące infantowe ciuszki, ebaye, aliexpressy i inne cuda internetu. W końcu JEST! Moje wymarzone, czerwone cudeńko z Roszpunką! Jest mój rozmiar, cyc się zmieści! Radość! Zamawiamy, uruchamiamy Paypala, płacimy i pozostaje tylko czekać. No ale nie można czekać bezczynnie, lolita to nie tylko sukienka. Czas przeszukać Aliexpress w poszukiwaniu dodatków. A że print prócz Roszpunki ma też małe różyczki, padło na różyczki właśnie. Opaska w różyczki (gdy bonnet zacznie ciążyć na głowie), czerwone buty, czerwona torebka, różyczkowa biżuteria. Wszystko zamówione, opłacone... pozostaje czekać. I czekamy... i nic! W końcu luby sprawdza spam i znajduje tam wiadomość od sprzedawcy. Padł na nas blady strach, nie ma tej sukienki w moim rozmiarze i moim kolorze i nie będzie. #$%#^^ ! Lolicie nie wypada przeklinać.

Tej sukienki nie było nigdzie, nigdzie! Po prostu nigdzie! A dodatki zamówione pod print zaczęły już przychodzić (swoją drogą, pierścionek przyszedł pokruszony). No to szukamy zamiennika, wybór pada na Infanta Snow White Skirt, seria ta sama, księżniczka inna, różyczki są. Ufff, ale zaraz, zaraz... ostatnia sztuka w wymarzonej czerwieni w odpowiednim dla mego sadełka rozmiarze. Do tego jeszcze 30 minut poszukiwania koszuli, która pomieści mój biust. Jest! Kupujemy. O nie moi drodzy, nie ma tak łatwo. Ktoś nam ją sprzątnął sprzed nosa! Nooooooo #$^%$^& !  Lolita nie przeklina. Więc szukamy dalej, nie przeklinamy. Padło na Kopciuszka i już wszystko było w porządku i różyczki są.
Także ten... problemy pierwszego świata.

Przejdźmy zatem do konkretów. Spódnicę zamówiłam w sklepie My Lolita Dress i wybrałam przesyłkę kurierem (w krytycznych momentach wychodzi ze mnie burżuj). Biorąc pod uwagę, że to był okres świąteczny, paczka przyszła bardzo szybko. Oczywiście nie może być tak kolorowo... doliczyli mi cło. 
Wszystko było zapakowane w foliowe worki i dodatkowo owinięte folią bąbelkową, żaden guziczek się nie pokruszył, nic się za bardzo nie pogniotło. Po uwolnieniu moich cudeniek z worków byłam zachwycona!


Na zdjęciu powyżej widać, jak spódnica prezentuje się w "warunkach" sklepowych. Oczywiście pod spodem jest halka, obowiązkowy element stroju lolity. Sama z siebie tak nie odstaje, ale przyznam szczerze, że materiał jest sztywny i bardzo ładnie się układa.
Zamawiając spódnicę byłam pełna obaw, Infanta to takie trochę "brando-nie-brando" i naprawdę bałam się, że przyjdzie mi kiepskiej jakości kicz. Tego bym nie zniosła.


Spódniczka nie odbiega od zdjęć sklepowych ani odrobinę. Szacun! Żadnych wystających nitek, braków w princie, czy dziur. Materiał jest bardzo porządny, przyjemny w dotyku i nieco sztywny. Halka będzie się na nim ślicznie układać i nie będzie przebijać. Dół spódnicy i jej podwyższony stan są zakończone prześliczną falbanką. 

Jak widać, spódnica ma nieco podwyższony stan ozdobiony guziczkami w kształcie serduszek. Guziczki pełnią tylko funkcję ozdobną. 


Z tyłu na podwyższonym stanie mamy gorsecik i gumkę, co pozwala na dopasowanie spódnicy tak, żeby ładnie podkreślała talię. Ufff, mogę dalej jeść czekoladę. Zmieszczę się. Warto dodać, że wstążeczki zarówno przy gorseciku, jak i przy bonnecie nie strzępią się. Dbałość o każdy detal.


Spódniczka nadal jest nieco wygnieciona po podróży. Print przedstawia historię Kopciuszka, dodatkowo mamy różnego rodzaju złote ozdoby i te nieszczęsne różyczki. Całość prezentuje się bardzo ładnie i nie jest tandetne (przynajmniej moim zdaniem). 


Pod spodem mamy dodatkową podszewkę, która miło mnie zaskoczyła. Dlaczego? Pierwszy raz widzę tak grubą i ładnie wykonaną podszewkę. Mała rzecz a cieszy. Dodatkowo się nie elektryzuje, więc nie będę kopać prądem (testowałam na kocie).

Przejdźmy teraz do bonnetu.

Bonnet to takie moje małe marzenie. Dlatego tak ciężko było mi znaleźć inny zamiennik z printem w różyczki, bonnet musiał być i koniec! Nie chciałam wielkiego czepca, który zasłania całą głowę i większość widoczności, a ten jest idealny. Jak widać na zdjęciu sklepowym bonnet nieco odstaje. Niestety, mój mi... nie staje. Ale myślę, że to kwestia jego zaprasowania. Sama się boję, więc poproszę teściową, która jest mistrzem prasowania.


Tak wiem, moje zdjęcia nie są zbyt atrakcyjne i zdaję sobie sprawę, że lepiej bonnet prezentowałby się na mojej głowie, ale... od kilku dni walczę z bardzo niewyjściową twarzą.


Elementami ozdobnymi bonnetu (tak to się odmienia? xd) są pasujące do spódnicy falbanki, koronki i śliczna kokarda. Kokarda jest bardzo solidnie przymocowana, ładnie się układa i naprawdę ciężko ją ruszyć, ale... od spodu jej mocowanie nie jest zbyt estetyczne. Zobaczcie sami:


Na szczęście po założeniu go na głowę tego nie widać i można cieszyć oko dbałością o każdy detal. Wstążki, na które mocujemy bonnet (wiąże się go pod brodą) są solidnie przyszyte i jak pisałam wyżej, nie strzępią się. Na powyższym zdjęciu widać, że jedna falbanka jest nierówno przyszyta, ale jest to spód bonnetu, więc tego nie widać. Dla mnie żaden problem, nie jestem perfekcjonistką.

Czas na małe podsumowanie. Zdecydowanie polecam wszystkim lolitom i eleganckim damom. Ta spódnica (oraz inne sukienki i spódniczki z tej serii) to gratka dla fanek baśni. Do wyboru macie jeszcze Śpiącą Królewnę, Śnieżkę i (nieszczęsną) roszpunkę a do tego bonnety, kokardy, koszule... Czego chcieć więcej? 
Jestem zachwycona dbałością o detale (poza tą małą wpadką z ostatniego zdjęcia), jakością materiału i wyglądem printu. Z czystym sumieniem polecam!

A teraz wracam uczyć się do sesji... Zabijcie mnie. 

Do przeczytania!

niedziela, 27 września 2015

Zamówienie z Johnature Store.

Hej kotełki!

Przepraszam za jeden dzień spóźnienia, ale wczoraj miałam dzień rodzinny. Urodziny brata uniemożliwiły mi dodanie tej notki. Skończyłam też drugi rozdział mojej pracy magisterskiej, a czasu wolnego mi nie przybyło. Dlaczego? ¯\_ಠ_ಠ_/¯

Jesień przyszłam i wszystko wskazuje na to, że już z nami zostanie. Wobec tego należałoby się zaopatrzyć w cieplejsze ubrania. Jakiś sweterek, jesienna spódniczka i zakolanówki. Zestaw idealny, bo grzeje. Zrobiłam więc zakupy w Johnature Store.

Nie jestem dobra w ładnym układaniu ubrań.
Nie jest to moje pierwsze zamówienie z tego sklepu, nigdy nie byłam rozczarowana, tak też się stało tym razem. Paczka przyszła dość szybko, bo w trzy tygodnie (nie jestem wymagająca), solidnie zapakowana. Ponadto każda rzecz była osobno zapakowana w folie.

Jednym z powodów dla którego zdecydowałam się nosić w Natural Kei są... swetry. Uwielbiam grube, za duże sweterki w przyjemnych kolorach. Kojarzą mi się z miłością i ciepłem. Jako posiadaczka samych czarnych swetrów, tym razem zdecydowałam się na zieleń. Urocza, nieco babcina zieleń. 
Sweterek jest przyjemny w dotyku, a koronka i aplikacja mnie zachwyciły. Jest dość cienki, co dla niektórych może być wadą. Dla mnie to zaleta, nie ugotuję się i zmieści się pod kurtką. Posiada duże kieszenie, idealne by ogrzać sobie w nich dłonie! (*^▽^*)



Kolejny zakup to spódniczka. Uwielbiam plisowane spódniczki, kojarzą mi się ze starym anime Sailor Moon (tak, wiem). Ta dodatkowo ma prześliczną koronkę... mam obsesję na punkcie takich "staroświeckich" koronek i zdobień. Spódniczka jest dość króciutka, ale byłam tego świadoma - chińska rozmiarówka. Nie przeszkadza mi to jednak, bo przecież nie jest wyzywająca.

Tak, pokłóciłam się z żelazkiem!


Ostatnią rzeczą są brązowe zakolanówki. Myślę, że będę je nosić raczej w formie pomarszczonych podkolanówek, po prostu będzie wygodniej. Mają śliczną koronkę (znowu!) i uroczą kokardkę. Podoba mi się materiał, z którego są wykonane. Jest rozciągliwy, nie za gruby i bardzo przyjemny w dotyku.



Muszę teraz ułożyć jakieś stylizacje z zakupionych rzeczy i je sfotografować (*⌒∇⌒*). Muszę znaleźć na to czas... A jest tyle ważnych rzeczy.
Co do ważnych rzeczy... mój cosplay jest gotowy. Byłam we Wrocławiu, poznałam wspaniałe osóbki i naprawdę świetnie się bawiłam. Skończyłyśmy szyć mój strój, obcięłyśmy grzywkę mej peruce i zrobiłyśmy z Usako casualową-cosplayową sesję. Moje zdjęcia możecie znaleźć na fanpage'u Lepus Lunarem, a wkrótce dodam je też tutaj! 

Do następnej notki! (。♥‿♥。)

sobota, 18 kwietnia 2015

Magiczna bluza z Spreepicky - recenzja.

Cześć Kochani! (づ ̄ ³ ̄)づ

Raz dwa, raz dwa... próba aparatu!
Cały dzień bez Internetu, awaria. Myślałam, że się do Was dzisiaj nie dostanę z nową notką. Za to poczytałam książkę, zrobiłam pranie i posprzątałam cały dom. Ach, te problemy pierwszego świata  
(;¬_¬) .
No ale w końcu przybyłam do Was z moją drugą recenzją ヽ( ★ω★)ノ Tym razem przyszła pora na sailorkową bluzę z Spreepicky!

Bluzę zamówiłam dokładnie rok temu (z dokładnością do miesiąca :3), zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia (♥ω♥*). Znalazłam ją gdzieś na Facebooku i bardzo dużo czasu zajęło mi znalezienie odpowiedniego sklepu. Jako maniaczka Sailor Moon, nie mogłam sobie pozwolić na jej brak w mojej kolekcji... i tak trafiłam do Spreepicky, który od tamtej pory jest moim sklepem numer jeden ♥(ˆ⌣ˆԅ) .
Tak bluza prezentuje się na stronie internetowej sklepu:

Źródło: http://spreepicky.storenvy.com
 
Zaczynając od początku... Kontakt ze sprzedawcą – świetny! W miłej i luźnej atmosferze doradzono mi w wyborze rozmiaru i rozwiano wszelkie wątpliwości. Paczka doszła do mnie bardzo szybko, bo po około 1,5 tygodnia od złożenia zamówienia, nie mam żadnych zastrzeżeń.
(^v^)
Oto zdjęcia mojej bluzy:
Tak, pokłóciłam się z żelazkiem :3


 
A co mogę powiedzieć o samej bluzie? Jest idealna! (ノ´ヮ´)ノ*:・゚✧
Oryginalny strój
Bałam się, że materiał będzie kiepskiej jakości, niepotrzebnie. Bluza jest wykonana z grubej bawełny, co sprawia, że jest bardzo ciepła (nie nadaje się na letnie wieczory, a szkoda). Nadruk, właściwie nie do
zdarcia, solidny i doskonale odwzorowuje każdy szczegół ze stroju Sailor Moon z serii R (dla takiej maniaczki, jak ja to bardzo ważne (*≧▽≦) ). Po praniu nic się nie stało ani z kształtem bluzy, ani z nadrukiem. Mam ją już rok, więc prałam ją nie raz i nadal jest w bardzo dobrym stanie.
Jedynym minusem są troszkę za krótkie rękawy, ale i tak mam nawyk podwijania rękawów, więc mi to nie przeszkadza.
Poniżej wstawiam zdjęcia siebie (a jakże :3) w owej bluzie:

Chomik! (○`(●●)´○)ノ
  Zdjęcia byłam zmuszona zrobić sama, telefonem. Mój ulubiony fotograf nie miał czasu 。:゜(;´∩`;)゜:。.
Tsuki ni Kawatte oshioki yo!
Podsumowując, gdybym miała zamówić ją jeszcze raz, zrobiłabym to bez wahania ヽ(^。^)丿.
I chyba niedługo taka chwila nadejdzie, gdyż Spreepicky wydała całą serię tych bluz z innymi Czarodziejkami!

Chciałam Wam bardzo serdecznie podziękować za wszystkie komentarze! Nie macie pojęcia, jak bardzo motywuje mnie to do napisania kolejnej notki, a pomysłów mam mnóstwo (starczą mi chyba na rok). Staram się odwiedzić każdy blog i odpowiedzieć na każdy komentarz!
Dziękuję Kochani!
(๑′ᴗ‵๑)I Lᵒᵛᵉᵧₒᵤ♥